Szukaj

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 kwietnia 2012

Czarne chmury nad Nokią

źródło:networknews.pl
Nokia idzie jak burza?

Raczej to burza zmierza w stronę  Nokii
Zaprezentowanie linii modeli Lumia, porzucenie starego, dobrego symbiana, opuszczenie zaufanych informatyków piszących w języku QT, odtrącenie ciepło przyjętego przez krytyków i użytkowników smartfona N9 z systemem MeeGo...Te i wiele innych decyzji podjętych przez dowodzących w radzie nadzorczej spowodowały, że dawna potęga niepodzielnie panująca w Europie, obu Amerykach i Azji powoli stacza się w otchłań.
To, co zapowiadane było jako rewolucja - czyli przyjęcie pod swoje skrzydła nowego systemu Windows Phone 7 i ścisła współpraca z Microsoftem w tworzeniu urządzeń Lumia - po prostu nie udało się.

Kolejne trzy grosze do fatalnej sytuacji spółki dorzuciła agencja ratingowa Moody's, wystawiając jeden z najsłabszych możliwych ratingów dla akcji Nokii - Baa3. Odpowiedź udziałowców była niemal natychmiastowa - ceny akcji spadły do najniższego od kilkunastu lat poziomu. Sama Nokia nie kryje, że  nadchodzące dwa kwartały również przyniosą straty.

Co czeka dawnego goliata telekomunikacji? Konkurenci ze strony Apple, Samsunga, HTC czy Sony tylko czeka by wyrzucić kolejnego gracza z rynku.

Jeżeli ekosystem budowany przez Microsoft wokół nadchodzącego PCtowego Windows 8 nie pomoże w promocji okienek w telefonach,  sytuacja może przerodzić się w prawdziwą historię bez happy-endu

Jak zakończy się ta historia? Zapewne dowiemy się w przeciągu tego roku

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

ICS dla Xperii!

Android Ice Cream Sandwich. Źródło:sonymobile.com

ICS dla Xperii!

Ruszyła wielka aktualizacja systemu Android na urządzenia linii Xperia z roku 2011 od Sony (dawny Sony Ericsson) - każdy posiadacz modeli Arc S, Neo V oraz Ray już może szukać informacji na stronie:


Dokładna data wypuszczenia samego update'u u nas w Polsce nie jest podana, ale pod podanym linkiem będzie na bieżąco uzupełniana lista modeli i krajów, które mogą już aktualizować swoje smartfony.

Opinie już są podzielone. Jedni wiwatują, inni narzekają. Sami deweloperzy nie kryją, że nowy system jest wymagający względem zasobów telefonu i zastrzegają, że natywnie te telefony są przeznaczone pod pierniczkową wersję 2.3 Gingerbread.

Cała akcja ma trwać od 4-6 tygodni. Pozostałe modele telefonów jak Arc, Live with Walkman, Neo, Play, Mini oraz Mini Pro będą aktualizowane również w niedługim czasie.

poniedziałek, 26 marca 2012

Muzyka to klucz!


   Wstajesz rano, przygotowując sobie kawę włączasz radio, tak z przyzwyczajenia. Słyszysz swoją ulubioną piosenkę i od razu myślisz, to będzie dobry dzień!:) Ale właściwie dlaczego muzyka ma dla nas tak duże znaczenie?
     Dziecko będące jeszcze w brzuchu matki słysząc muzykę zaczyna się poruszać. Niemowlę usypia, gdy rodzic zaczyna śpiewać. Już od przedszkola dzieci uczęszczają na zajęcia z rytmiki. Kluby do których chodzimy, pozyskują sobie sympatię dopasowując muzykę do naszych upodobań. Musicale cieszą się sympatią osób patrzących na filmy z przymrużeniem oka. Nasi dziadkowie i babcie wieczorami słuchają hitów ze swojej młodości przywołując wspomnienia. Cytując Charlesa Darwina, „muzyka to jeden z najbardziej tajemniczych darów ludzkości” bez której tak naprawdę nie moglibyśmy funkcjonować.
    Badania wykazują, że dla naszych pierwotnych przodków muzyka odgrywała rolę w procesie reprodukcji. Darwin twierdził, że pewne wokalizy sygnalizowały rozpoczęcie współżycia. W dzisiejszych czasach nie koniecznie potrzebujemy zmysłowej muzyki, aby rozpocząć igraszki, natomiast wpływa ona pozytywnie na intymny nastrój sytuacji „we dwoje”, prawda? :)
       Muzyka jest obecna w naszym życiu w każdej chwili. Każdy z nas ma takie piosenki, które przywołują pewne wspomnienia. Czasem wystarczy usłyszeć kilka tonów ulubionego kawałka, żeby wrócić myślami do chwil, kiedy w towarzystwie tej właśnie piosenki wydarzyło się coś ważnego. Przy ckliwych utworach nieszczęśliwie zakochani płaczą, dając upust swoim emocjom. Zniechęceni w tekstach piosenek odnajdują motywację. Szczęśliwi w muzyce znajdują inspiracje, a dzięki radosnym dźwiękom mają jeszcze więcej energii, a zakochani na dźwięk ulubionej melodii uśmiechają się do siebie porozumiewawczo.
      Muzyka odgrywa także bardzo ważną rolę w leczeniu. Muzykoterapia to rodzaj terapii, który ma na celu przybliżenie człowieka do natury. W świecie pełnym hałasu, szumów, klaksonów świetnym odpoczynkiem i formą relaksacji jest terapia polegająca na słuchaniu dźwięków z natury- śpiew ptaków, szum strumieni, dźwięk wiatru poruszającego zbożem. Wsłuchiwanie się w te dźwięki wpływa pozytywnie na emocje, pozwala się odprężyć oraz nastroić pozytywnie do rzeczywistości.  Osoby zestresowane, przepełnione napięciem wewnętrznym odnajdują w muzykoterapii swoją odskocznię i wyciszenie, co dobrze wpływa później na ich życie zawodowe i osobiste. Muzyka pozwala się zdystansować, wyciszyć, odpocząć…
       Przy tej pięknej, wiosennej pogodzie, gdy do życia budzi się przyroda polecam wyjście na spacer, ale dla odmiany bez słuchawek w uszach Może w naszym mieście są miejsca, gdzie można wsłuchać się w naturalną muzykę? A wieczorami, przy wiosennym grillu wybierzcie ze znajomymi Wasze ulubione piosenki i bawcie się, tańcząc, śpiewając i wspominając najfajniejsze momenty w waszym życiu. Może podzielicie się z nami tym, czym dla was jest muzyka i jakie są Wasze ulubione piosenki?:)

Kasia Hereta 

niedziela, 26 lutego 2012

Akademia znów rozdaje!

(fot. Sörn / flickr.com)
W nocy z niedzieli na poniedziałek w Kodak Theatre w Los Angeles już po raz 84. odbędzie się ceremonia wręczenia Oscarów. Nagrody Akademii jak co roku przyciągną przed ekrany miliony ludzi z całego świata. W tym roku również polska publiczność będzie śledziła galę z zapartym tchem. Powód to oczywiście szansa na Oscara dla "W ciemności" Agnieszki Holland za najlepszy film nieanglojęzyczny oraz szansa na trzecią już statuetkę dla operatora Janusza Kamińskiego. 

Trzy łyki statystyki

Nagrody Akademii Filmowej ufundowano w 1927 roku, a ich pierwsze rozdanie nastąpiło w 1929 roku. Przez pierwsze lata funkcjonowania nagród, budziły one raczej przeciętne zainteresowanie. Dopiero po incydencie z 1940 roku, gdy Los Angeles Times podał zwycięzców jeszcze przed galą, zmieniono formę rozdawania nagród, które zaczęły zdobywać coraz większy rozgłos. Obecnie Oscary, mimo że dotyczą głównie amerykańskiej kinematografii, uznawane są za najważniejsze nagrody filmowe na świecie.

Polacy dotychczas dziewięciokrotnie byli wyróżniani Nagrodami Akademii. Pierwszy był Leopold Stokowski, który statuetkę otrzymał w 1942 roku za muzykę do animacji "Fantazja" Walta Disneya. 12 lat później, również za muzykę, tym razem do filmu "Lili" Charlesa Waltersa nagrodę otrzymał Bronisław Kaper. Na następne wyróżnienia Polacy musieli czekać do 1983 roku, kiedy za krótkometrażowy film animowany "Tango" statuetkę dostał Zbigniew Rybczyński. Już dwa Oscary wpadły w ręce nominowanego również w tym roku Janusza Kamińskiego: w 1993 roku za zdjęcia do "Listy Schindlera" i w 1998 również za zdjęcia do "Szeregowca Ryana". Wspomniana "Lista Schindlera" przyniosła statuetkę również Ewie Braun i Alanowi Starskiemu za najlepszą scenografię.

W 2000 roku wielkim wydarzeniem było przyznanie statuetki za całokształt twórczości dla Andrzeja Wajdy. Dwa lata później najlepszym reżyserem okrzyknięto Romana Polańskiego za "Pianistę", a ostatnią polską statuetkę zdobył Jan A.P. Kaczmarek za muzykę do filmu Marzyciel w 2005 roku.

"W ciemności" jest dziewiątym polskim filmem nominowanym w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Żaden z nich dotychczas nie zdobył statuetki. Jednak dwie z nich trafiły do naszych krótkometrażowych animacji. Zdobyły je "Tango" w 1980 oraz "Piotruś i wilk" w 2007 roku.

Szanse i faworyci

Jak co roku i tegoroczne nominacje wzbudzają sporo kontrowersji. W głównej kategorii, czyli dla najlepszego filmu znalazło się w tym roku osiem nominacji. Nominowane w tym roku tytuły to "Spadkobiercy", "Hugo i jego wynalazek", "O północy w Paryżu", "Moneyball", "Artysta", "Drzewo życia", "Służące", "Czas wojny" i "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Po ogłoszeniu nominacji podniosło się wiele głosów sprzeciwu. Komentatorzy, krytycy oraz internauci zastanawiali się nad zasadnością pojawiania się na liście "Czasu wojny", a braku na niej takich filmów jak "Drive", "Szpieg", "Dziewczyna z tatuażem", czy "Przygody Tintina". 

Kto więc ma największa szansę na nagrodę? Zakulisowo mówi się o "Służących" Tate Taylora i "Artyście" Michela Hazanaviciusa. Akademia jednak już wiele razy zaskakiwała swoimi wyborami, więc i tym razem może być podobnie.

Jeśli chodzi o aktorów pierwszoplanowych to najczęściej padają nazwiska Gary'ego Oldmana za "Szpiega" i Meryl Streep za "Żelazną damę". W tym roku jednak obie kategorie są bardzo mocno obsadzone i trudno wytypować zwycięzców. Tym bardziej, jeśli wziąć pood uwagę świetne role Brada Pitta w "Moneyball", czy chociażby Rooney Mara'y w "Dziewczynie z tatuażem".

Wśród aktorów drugoplanowych trudno nie zwrócić uwagi na kapitalną rolę Maxa von Sydowa w "Strasznie głośno. niesamowicie blisko". Jeśli chodzi o role kobiece to faworytką wydaje się być Octavia Spencer za "Służące".

W najbardziej nas interesującej kategorii, czyli 'Najlepszy film nieanglojęzyczny' faworytem pozostaje niestety nie nasze "W ciemności", ale irański dramat "Rozstanie". Dużo większe szanse na Oscara ma Kamiński za zdjęcia do "Czasu wojny" Stevena Spielberga. Jego największym konkurentem do nagrody jest Jeff Cronenweth, operator "Dziewczyny z tatuażem".

Zachęcamy do oglądania tegorocznej gali, bo choć obecnie Oscary są bardziej wyznacznikiem prestiżu niż poziomu, to wciąż są odbiciem największego przemysłu filmowego na świecie. A Fabryka Snów nigdy nie śpi i z roku na rok pozwala nam przeżyć wspaniałe chwile przed ekranami kin i telewizorów.

sobota, 18 lutego 2012

Czy czytanie może być seksi?

(fot. Gabriel Piernikarz / materiały prasowe)
Według nich czytanie jest seksi. Nie boją się o tym mówić głośno i w dodatku mają coraz więcej odbiorców. Organizatorzy kampani "Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!", bo o nich mowa, mają powody do zadowolenia. Kilka dni temu ich akcja została wybrana najlepszą kampanią społeczną 2011 roku.

Inspiracją do powstania kampanii stały się słowa reżysera Johna Watersa: "If you go home with somebody and they don't have books, don't fuck them" ("Jeżeli idziesz z kimś do jego domu i okaże się, że nie ma w nim książek, nie pieprz go" – tłum. red.). Początkowo miała być to tylko akcja promocyjna Qlubu Xsiążkowego – dyskusyjnej grupy czytelniczej. Hasło wypowiedziane przez Watersa rzucił ktoś na jednym ze spotkań Qlubu. Pojawił się pomysł promocji. Wykonanie nie było trudne. Trzeba było tylko namówić parę znanych osób do sesji zdjęciowej, ale jak się okazało, chętnych nie brakowało.

Inicjatywa ruszyła w połowie listopada 2011 i błyskawicznie obiegła cały kraj. Ze zwykłej akcji promocyjnej przekształciła się w kampanię społeczną, która na Facebooku do dziś zyskała już ponad 17 tys. fanów. Hasło "Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!" promowali między innymi Kazimiera Szczuka, Jacek Dehnel, muzycy Kapeli ze Wsi Warszawa i znany bohater komiksów Jeż Jerzy.

Celem kampanii jest promocja czytelnictwa wśród młodych, którym książka wciąż kojarzy się z obciachem. Organizatorzy zapewniają, że jest dokładnie odwrotnie i że nie ma nic bardziej pociągającego niż osoba zatopiona w dobrej lekturze. Haczyk chwycił. Akcja wciąż zdobywa nowych fanów, promuje ją coraz więcej znanych postaci. W głosowaniu czytelników portalu kampaniespoleczne.pl na najlepszą kampanię społeczną inicjatywa zebrała prawie połowę wszystkich głosów, zostawiając konkurencję w tyle (więcej o tym – tutaj).

Trudno oczekiwać, że dzięki akcji gwałtownie skoczy poziom czytelnictwa w Polsce. Można jednak mieć nadzieję, że choć trochę poprawią się smutne statystyki, z których wynika, że ponad połowa Polaków nie sięgnęła w zeszłym roku po książkę. Ci, którym taka forma promocji odpowiada mogą zajrzeć na stronę internetową akcji lub na jej Facebooka.

wtorek, 14 lutego 2012

Kochamy ideały?

Zakochanie… ten cudowny stan, kiedy wydaje nam się, że dzięki tej drugiej osobie możemy góry przenosić. Motylki w brzuchu, niekontrolowany uśmiech i energia nieznanego pochodzenia mimo braku snu (bo przecież nocą myślimy tylko o TEJ osobie) to tylko niektóre z oznak, że Amor trafił swoją strzałą w nasze serce. Osoba z którą przyszły te wszystkie przyjemne uczucia wydaje się idealna. Ale nie sztuką jest idealizować. Czy naprawdę KOCHAMY ideały?

Mój wykładowca kiedyś powiedział na zajęciach jedno bardzo cenne zdanie: „Nie ma ideałów na tym łez padole, proszę państwa”. I zgadzam się z nim w stu procentach. Każdy ma wady, niedociągnięcia, cechy które nie są pozytywne. I nie jest niczym wyjątkowym zakochanie w ideale, który w rzeczywistości nie istnieje. Pewnego dnia ideał okazuje się być dalekim od ideału. Wtedy nasze uczucia są wystawione na próbę i niestety wiele par rozstaje się na tym etapie. A może zamiast zakańczać znajomość warto byłoby spojrzeć na bliską nam osobę przymrużając oko na te niedociągnięcia? Przecież bycie zakochanym to także zakochanie się w wadach.

Może warto więc spojrzeć inaczej na otaczających nas ludzi, zwłaszcza osoby płci przeciwnej. Czy to, że on uwielbia pizzę z oliwkami, kiedy ty ich nienawidzisz albo to, że ona słucha country, gdy ty jesteś wielkim fanem dubstepu oznacza, że nie można ich kochać? To tylko przykłady. Obecnie mało w nas wyrozumiałości, tolerancji i akceptacji. A przecież nie o to chodzi w związku. Chodzi o akceptowanie siebie nawzajem takimi jakimi jesteśmy.

Moim zdaniem największe uczucie to to, kiedy nie chcemy zmieniać siebie nawzajem. Nie, nie chodzi o idealną dziewczynę czy chłopaka. Jak bolesne musi być przekonanie się, że ktoś kogo kochamy tylko udawał, żeby pasować do naszego wyobrażenia o partnerze idealnym! Nikt z nas nie chciałby usłyszeć: „ To przez Ciebie nie jestem sobą! Zmieniasz mnie, więc nie kochasz mnie, tylko swój ideał którym ja jak widzisz nie jestem”. Jak mówi polskie przysłowie: „każda potwora znajdzie swego amatora”. I chociaż brzmi to żartobliwie, to przychodzi taki moment gdy stajemy się amatorem jakiegoś potwora. Więc skoro ten potwór zwrócił już naszą uwagę, to może warto dać mu szansę i spojrzeć na niego z wewnętrzną otwartością i akceptacją? Nie jesteśmy idealni i nigdy nie będziemy. Pamiętajmy o tym, gdy kolejny raz przyjdzie nam ochota ponarzekać. Sztuką nie jest kochać za swoje zalety, lecz kochać pomimo wad.

Kasia Hereta

środa, 1 lutego 2012

Postanowienia noworoczne? Zacznij od dziś


Postanowienia, postanowienia… i po postanowieniach. Skończył się pierwszy miesiąc nowego roku. Pewnie niejeden z Was tuż po sylwestrowej zabawie mówił sobie: "…od Nowego Roku rzucam palenie" albo "…od teraz się odchudzam! Żadnych słodyczy, codzienne treningi i koniec z jedzeniem po 18:00". Teraz chwila refleksji, czy dziś, 1. lutego, udało Wam się spełnić chociaż jedno z tych postanowień?

Moim postanowieniem noworocznym w tym roku było: "Nie robić żadnych postanowień". Dlaczego? Ponieważ zazwyczaj i tak nie udawało mi się pozostać wierną temu, co sobie postanowiłam, a to budziło frustrację i złość na samą siebie, że nie mam wystarczająco silnej woli. Pewnie nie jednemu z Was podobne myśli przychodziły do głowy. Niesłusznie! Dlaczego? Jak wskazują najnowsze badania jedynie 12% badanych realizuje swoje postanowienia noworoczne. Zaskakujące? Raczej nie.

Dokonanie pewnej zmiany w naszym życiu to swego rodzaju cel, który chcemy osiągnąć. Jak twierdzą psychologowie, aby osiągnąć cel warto kierować się kilkoma wskazówkami. Ważne, żeby wyznaczyć sobie jasny, konkretny cel i być zmotywowanym na jego realizację, ponieważ bez tego nie ruszymy z miejsca. Kolejnym ważnym krokiem jest wyznaczenie sobie daty zrealizowania celu, a tego często brakuje w postanowieniach noworocznych. Termin końcowy zawsze wpływa na nasze skoncentrowanie się na tym co chcemy osiągnąć.

Kolejnymi krokami powinno być działanie. Nawet najmocniej zmotywowana osoba z jasno wyznaczonym celem i datą jego realizacji nie osiągnie sukcesu pozostając bierną. Codziennie starajmy się robić chociaż jedną małą rzecz przybliżającą nas do tego, co sobie założyliśmy. Ważną rzeczą na etapie działania są nagrody dla samego siebie. Po każdym małym kroku ku naszemu celowi warto sprawić sobie przyjemność, nawet jeśli to ma być zjedzenie całej tabliczki czekolady lub wyjście do kina. Jeszcze jedną bardzo ciekawą rzeczą w realizacji naszych postanowień jest wizualizowanie efektu. Może dla niektórych brzmi to dziwacznie, natomiast przynosi efekty i warto spróbować. Systematyczne wyobrażanie sobie naszego sukcesu, momentu gdy osiągamy, to co sobie założyliśmy i odczuwanie radości już z samego wyobrażenie wpływa korzystnie na naszą motywację do dalszego działania. Widząc efekt końcowy i wszystkie pozytywne jego skutki, nie możemy pozwolić sobie na odpuszczenie w trakcie realizacji, prawda?

Stawianie sobie celów jest świetnym sposobem na osiąganie tego, czego chcemy. Powinniśmy jednak pamiętać, dlaczego i po co chcemy coś zmienić, poprawić, osiągnąć. Nie warto na siłę tworzyć bardzo długich list postanowień noworocznych, z których nic nie będzie wynikało, a nasz zapał zgaśnie po tygodniu. Warto zatem zastanowić się co chcemy osiągnąć w tym momencie, w którym jesteśmy, wyznaczyć sobie termin realizacji i dążyć do naszego celu. I nie koniecznie musimy się zajmować planowaniem realizacji naszych marzeń 1. stycznia, zwłaszcza, że odczuwamy wtedy jeszcze skutki szampańskiej, sylwestrowej zabawy.

Autor: Kasia Hereta (gościnnie)

Student w czasie sesji

Nie od wczoraj wiadomo, że czas sesyjny sprawia, że studenci zmieniają swoje naturalne zachowania. Pojawia się zdenerwowanie, formowanie grup wspierających pozyskiwanie notatek i wyrastają nam dodatkowe łokcie, kiedy chcemy zająć najlepsze miejsca na egzaminach.

(fot. Krzysztof Ożóg)

Kolejnym objawem sesji jest nerwowe zaciskanie notatek w nadziei, że przejdą do naszego wiedzoobiegu przez osmozę. Nadzieja ta, jest jak najbardziej uzasadniona. W końcu amerykański naukowcy jeszcze nie odkryli, że to niemożliwe!

(fot. Krzysztof Ożóg)

Ale sesja ma też swoje dobre strony - koniec. A mówię raczej o pozytywnych wpisach do indeksów. Kiedy już nam wszystko jedno ile będą trwały. O momencie, kiedy kilogramy kserówek lądują w uczelnianych śmietnikach. W tej jednej chwili każdy student czuje się, jakby wygrał nie bitwę, ale całą wojnę o własne życie. A na ustach pojawiają się urocze uśmiechy!

(fot. Krzysztof Ożóg)

A jak Wy wyglądacie podczas sesji?

W jakich pozycjach uczą się wasi znajomi?

Czy to prawda, że na egzaminy ustne najlepiej uczyć się w przedpokoju, a pisemne jest szansa zdać tylko po zakuwaniu w kuchni?

Pokażcie nam swoje zdjęcia z sesyjnego czasu a my pokażemy je szerszej publiczności!

gazetaakademickalublin@gmail.com

wtorek, 31 stycznia 2012

To może tradycyjnie - "na misia"?

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Przytulania. Zamiast rozgrzewania się przy koksownikach można zrobić to w przyjemniejszy sposób.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na obchodzenie takiego święta? Podobno wszystko zaczęło się w Australii. Wracający do domu młody Australijczyk na lotnisku w Sydney stwierdził, że nikt nie przyszedł go przywitać. Zaczął zatem rozdawać uściski przypadkowo spotkanym osobom. I tak ludzie dostrzegli potrzebę bezinteresownego przekazywania uścisków. Powstał też ruch dzięki któremu od 2004 roku cyklicznie czcimy przytulanie.

Po co się przytulać?

Przytulanie to jedna z naszych najważniejszych potrzeb. Łączy się z potrzebą miłości, bliskości, akceptacji i przynależności. Przytulanie zazwyczaj wywołuje uśmiech na twarzy. Dzieje się tak za sprawą endorfin, które odpowiadają za poprawę nastroju i odczuwanie przyjemności. Jednak badania wykazują, że przytulanie jest przyjemniejsze dla przytulającego niż przytulanego. Niektórzy psychoterapeuci twierdzą, że potrzebujemy czterech przytuleń dziennie żeby przeżyć, ośmiu żeby czuć się dobrze i dwunastu żeby się rozwijać.


Z okazji Międzynarodowego Dnia Przytulania w Warszawie miejsce ma akcja "Darmowe Przytulanie". W akcji może wziąć udział każdy. Wystarczy mieć ze sobą transparent z napisem: "Darmowe przytulanie" itp. Z tej okazji zostało również utworzone wydarzenie na Facebooku - tutaj.

A wy lubicie się przytulać?